top of page
Szukaj

Klejnoty z 5 alei

  • Zdjęcie autora: Admin
    Admin
  • 16 sty 2018
  • 6 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 18 sty 2018

Tiffany & Co. niezmiennie kojarzy się nam z Marilyn Monroe, która śpiewała o niej w filmie „Mężczyźni wolą blondynki", i z Audrey Hcpburn, która w „Śniadaniu u Tiffany'ego" ruszała o świcie pod witryny najsłynniejszego sklepu przy 5 alei, by podziwiać klejnoty. Dzięki wyjątkowej biżuterii i dwóm ikonom kina marka stalą się legendą. Bycie nią wcale nie jest łatwe, bo nie sztu­ką jest chlubić się wspaniałą prze­szłością. Ale Tiffany & Co. poradzi­ła sobie z tym wyzwaniem i dziś nikt nie śmie nawet twierdzić, że to mar­ka nieco... zakurzona.



WIZJA, PASJA l... ŻÓŁTY BRYLANT

Początki Tiffany & Co. to klasyczna historia o biznesie budowanym na marzeniach i pasji dwóch chłopa­ków; Charlesa Lewisa Tiffany'ego i Johna B. Younga. W1837 roku z niewielkim kapitałem otworzyli na Broadwayu sklepik z upominkami. Sprzedawali drobiazgi ze srebra, trochę zastawy i porcelanowe bibeloty. Lata 30. XIX wieku w Stanach Zjednoczonych były czasem wzrostu gospodarczego i wymarzoną chwilą na założenie biznesu. Tym bardziej jeśli miało się na niego pomysł, a Tiffany i Young mieli go bez wątpienia - chcieli sprzedawać luksusowe drobiazgi tym, którzy mieli już wszystko. I tak się stało. Wkrótce sklep Tiffany'ego polecały sobie da­my z nowojorskiej śmietanki towa­rzyskiej jako miejsce, w którym moż­na znaleźć niespotykane cacuszka. Interes rozkręcał się niczym napędza­ny maszyną parową. Po kilkunastu latach Charles odkupił udziały Younga, stając się jedynym właścicie­lem marki. Z dumą nazwał firmę Tiffany & Co. W sklepie oprócz towa­rów wybranych producentów coraz częściej pojawiały się rzeczy robione na jego zlecenie i według autorskich pomysłów projektantów, którzy dla niego pracowali. Drobna biżuteria, zastawa stołowa, srebra i eleganckie szkło zyskały sławę nie tylko pięk­nych, lecz także nowoczesnych, zro­bionych z wyjątkowym pietyzmem. Nagroda za mistrzowsko wykonany komplet sreber stołowych, przyzna­na podczas wystawy światowej w 1867 roku, sprawiła, że Tiffany & Co. trafiła do czołówki najsłyn­niejszych i najbardziej luksusowych marek. Dzięki temu zdobyła zamó­wienia na swoje wyroby od najbo­gatszych klientów z całego świata.


Najsłynniejsza amerykańska marka jubilerska Tiffany & Co. właśnie skończyła 180 lat. Cały czas spełnia marzenia milionów kobiet, podążając za najnowszymi trendami. Nic dziwnego... diamonds arę forever! Teraz w mistrzowski sposób stworzyła zapach brylantów..”

Prawdziwym przełomem był 1878 rok. Charles Tiffany kupił za 18 tyś. dolarów żółty diament o wadze 287,42 karata. Po oszlifowaniu w 82 fasetki, czyli skośne ścianki, zamienił się on w brylant o wadze 128 karatów, a więc jeden z największych na świe­cie. Kolorowe kamienie szlachetne (kunzyty, tanzanity, morganity, tsaworyty), do tej pory doceniane tylko przez znawców, doskonałe wzornic­two i najwyższy poziom wykonania biżuterii stały się znakiem rozpoznaw­czym marki Tiffany & Co. Słynie ona nie tylko ze wspaniałych brylantów, lecz także ze współpracy z naj -słynniejszymi znawcami ka­mieni szlachetnych i designe­rami. Autorskie kolekcje Tiffany'ego zaprojektowali rn.in. Jean Schlumbcrger, Frank Gehry, Elsa Peretti czy Paloma Picasso.


SERDUSZKO, KLUCZYK I... JAJA DROZDA

Od 1940 roku nowojorski salon Tiffanyego na rogu 5 alei i 57 ulicy mieści się w okazałych wnętrzach budynku w stylu art deco. Wystrój sklepu daje poczucie klasycznej ele­gancji, ale tak naprawdę jest jedynie tleni dla kosztownych drobiazgów i klejnotów skrzących się niewyobra­żalnym blaskiem. Nic dziwnego, że naiwna Holly Golightly, grana przez Audrey Hepburn w filmie „Śniadanie u Tiffany'ego", uwielbia­ła tu przychodzić, twierdząc, że to najlepsze miejsce na świecie. W rze­czywistości aktorka nie przepadała za biżuterią aż tak jak panna Golightly. Najczęściej nosiła krótki sznur perełek - prezent od męża Mela Ferrera. Jednak to ona była tylko jed­ną z dwóch osób, które miały za­szczyt założyć kolię Tiffany'ego ze słynnym żółtym brylantem oto­czonym wstążkami wysadzanymi białymi diamentami, zaprojektowa­ną przez Jeana Schlumbergera. Pojawiła się w niej w 1961 roku pod­czas zdjęć reklamujących film „Śniadanie u Tiffanyego". „Czuję się w niej tak wytwornie, że aż sama sie­bie nie poznaję" - miała wtedy powiedzieć.

Ale Tiffany & Co. to nie tylko su-perdroga i spektakularna biżuteria, w której gwiazdy występują na czer­wonych dywanach. To również ogromna kolekcja pięknych świeci­dełek dla każdej kobiety i niemal na każdą kieszeń. Najpopularniejsze zawieszki, Open Heart i Loving Heart w kształcie serca czy Starfish przypo­minająca rozgwiazdę, albo ozdobne kluczyki na łańcuszku są w każdej ko­lekcji. Podobnie z resztą jak klasyczny pierścionek zaręczynowy z li­nii Setting, nazywany po­tocznie „the ring of rings", czyli pierścionkiem nad pier­ścionkami. Ten najsłynniej­szy klejnot zaręczynowy po­wstał 130 lat temu, a jego urok polega na tym, że brylant jest osadzony w otwartym ko­szyczku i przytrzymuje go sześć łapek. Dzięki temu kamień optycznie wydaje się większy, niż jest w rzeczywistości, a wpadające przez koszyczek światło dodatkowo potę­guje blask fasetek.

Jeśli mamy ochotę i dużo gotów­ki, u Tiffany'ego kupimy wszystko oprócz jednej rzeczy, którą można dostać w prezencie. Chodzi oczywi­ście o słynne firmowe pudełko w unikatowym, błękitnym odcieniu. Nie jest on byle kolorem wybranym z pa­lety barw to odcień skorupek jajek drozda, który urzekł Charlesa Lewisa Tiffany'ego i jak się okazało przy­niósł mu szczęście i sławę. Dziś błę­kitne pudełeczka przewiązane białą satynową wstążką i błękitne torebki są znakiem rozpoznawczym marki na całym świecie.

Kiedy Melania i Donald Trum powie po wygranych wyborach od­wiedzali Michelle i Baracka Obamów w Białym Domu, nic tak nie przyku­ło uwagi dziennikarzy i fotoreporterów jak błękitne pudło od Tiffany'ego, które Melania Trump podarowała Michelle Obamie. Rzecznik praso­wy marki w oficjalnym oświadcze­niu nie ujawnił, co się w nim znajdo­wało, ale z dumą przypomniał, że Tiffany & Co. jest w bardzo bli­skich stosunkach z Białym Domem. Od 170 lat projektuje dla kolejnych prezydentów zastawę stołową, do­starcza oficjalne podarunki dyplo­matyczne dla gości prezydenta. W latach 80. XIX wieku złotnicy Tiffany'ego mieli zaszczyt zająć się redesignem Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych (wykorzystywanej np. na banknotach i pieczęciach pań­stwowych), a po tym jak prezydent Lincoln kupił swojej żonie na uroczystość zaprzysiężenia na­szyjnik z pereł, zaopatruje w biżuterię również kolejne pierwsze damy.


LADY GAGA, SŁAWNA STYLISTKA L. KONTROWERSYJNE ZARĘCZYNY

W ofercie marki wciąż moż­na znaleźć bardzo klasyczną biżute­rię. Jednak odkąd w 2014 roku poja­wiła się w firmie Toni Lakis, dyrektor kreatywna, kampanie Tiffany'ego zyskały nowy, bardzo współczesny charakter. Zaczęła od słynnej serii reklam pod wspólnym hasłem: „Will You?", promujących kolekcję pier­ścionków zaręczynowych i obrączek. Zakochane pary (w większości praw­dziwe) składały sobie w niej bardzo intymne małżeńskie obietnice. Na jednym ze zdjęć słynnego foto­grafa Petera Lindbergha oprócz ro­ześmianych par „mieszanych" poja­wiła się też para gejowska - dwóch chłopaków siedzących na schodkach przed nowojorską kamienicą. „Czy pozwolisz, aby dziś rozpoczęła się historia tak długa, że nigdy nie bę­dzie miała końca?" - brzmiało jedno ze zdań towarzyszących zdjęciu. Na początku 2015 roku, po publika­cji reklamy, nie było chyba stacji te­lewizyjnej i gazety, które nie wspo­mniałyby o Tiffanym. Tym samym marka dołączyła do grona amery­kańskich firm (po Gapie, Macy's, J.Crew i Banana Republic), które w jawny sposób dostrzegały i popie­rały środowiska LGBTQ.

Kolejnym krokiem odważnej Toni Lakis było zatrudnienie Grace Coddington - stylistki i wieloletniej dyrektor kreatywnej amerykańskie­go „Vogue'a" - przy produkcjach reklamowych. Stworzyła ona dla Tiffany'ego bardzo nowoczesną kam­panię, angażując m.in. top modelkę lat 90. Christy Turlington, Elle Fanning (siostrę Dakoty) i Lady Gagę, która w białej satynowej bluzce lub w czarnym golfie i z włosami zacze­sanymi na gładko przełamuje swój dotychczasowy wizerunek rebeliant­ki i opowiada o tym, jak romantycz­nie czuje się w biżuterii Tiffany'ego. Grace Coddington i Toni Lakis ze­rwały z dotychczasowym stylem kampanii, które na ogół były robi one na ulicach Nowego Jorku. Wykorzystały do zdjęć studio i tło w słynnym tiffanowskim błękicie. W tym roku do grona gwiazd kam­panii dołączyli też Zoe Kravitz (córka Lenny'ego Kravitza), aktorka i pio­senkarka Janclle Monae, top model­ka Cameron Russell, artystka Annie Clark, znana również jako St. Yincent, oraz baletmistrz teatru Bolszoj i America Ballet Theater, David Hallberg. Dlaczego tak bardzo lubi­my reklamy Tiffany & Co.? Jest w nich spokój, elegancja, zwyczaj­ność, a jednocześnie wyjątkowość, bo ich gwiazdy są nieoczywiste, nie-nachalne, nic epatują sławą i są po­zbawione tego irytującego grymasu arogancji, widocznego niekiedy w klimacie zdjęć innych marek. To raczej dziewczyny i chłopcy, z który­mi łatwo się nam utożsamić i których moglibyśmy polubić, gdyby nagle wpadli na nas z kubkiem kawy gdzieś na 5 alei.


BŁĘKIT, SZLIF L.ZAPACH IRYSA

Od lat słynni perfumiarze pra­cują nad kompozycjami, któ­re idealnie oddałyby klimat i wrażenie zapachu luksusu i bogactwa. Na ogół próby te kończą się połowicznym suk­cesem, bo o ile zapach bywa interesujący, jego opakowanie staje się zbyt oczywiste, banalne, ste­reotypowe. Bo przecież nie sztuką jest stworzyć perfumy, nazwać je np. Fortuna i umieścić we flakonie przy­pominającym plik dolarów. Sztuką jest wykreować kompozycję, której poszczególne nury wprowadzą nas w świat luksusu i bogactwa i sprawią, że nie będziemy czuli się w nim ob­co - nawet z debetem na karcie kre­dytowej. A opakowanie? Flakon po­winien być na tyle dyskretny, żebyśmy docenili jego kunszt i pięk­no, ale też na tyle bogaty, abyśmy mieli świadomość, że mamy do czy­nienia z przedmiotem drogocennym i wyjątkowym.

Stworzenie takiego zapachu to na­prawdę ogromne wyzwanie. I choć graniczy niemal z cudem, okazało się możliwe do zrealizowania -podoła­ła mu marka Tiffany & Co. Zapach Tiffany & Co. idealnie pasuje do filo­zofii firmy - jest odważny, prowoka­cyjny, zaskakujący, a jednak można w nim odnaleźć nutę tradycji, klasy­ki i luksusu. Poza tym w mistrzowski sposób podkreśla to, co dla marki naj­ważniejsze: piękno nagiej skóry, dys­kretną biżuterię i kultowy kolor. Kreatorką kompozycji jest Daniel Andrier, która stworzyła współczesną interpretację klasycznego połączenia najcenniejszych składników używa­nych w tradycyjnym perfumiarstwie: orzeźwiającej zielonej mandarynki, pełnego ciepła olejku z kłączy irysa, paczuli i zmysłowego piżma. Całość jest ukryta we flakonie, który przy­pomina kosztowny kamień szlachet­ny, i oczywiście w charakterystycz­nym dla Tiffany'ego.., błękitnym pudełku. Nic dodać, nic ująć - zapach brylantów.


Źródło: Rosenbaum D., Klejnoty z 5 alei, Elle, styczeń 2018, s.74-78.

 
 
 

Komentarze


© 2017 by Secondhand online

bottom of page